Felietony
Co nowego ?
Sonda
Jakby ktoś się łudził, że żyjemy w systemie demokratycznym, poddaję mu pod rozwagę sposób sprawowania władzy na poziomie lokalnym, w naszym mieście. Faktyczny wpływ na samorząd kończy się wraz z oddaniem głosu w wyborach.
Mamy do czynienia z władzą kasty urzędniczej, ukierunkowanej na trwanie status quo: zachowanie własnego stanowiska „pracy” i minimalizację zadań do wykonania. Przedstawiciele tej kasty mają się za fachowców, posiadających najlepsze pojęcie o tym, czym się zajmują. I tak w istocie jest. Są najlepsi w zbywaniu, zniechęcaniu i stawianiu na swoim, tym bardziej że pozostają bezkarni. Przykłady? Mógłbym mnożyć przypadki, w których wszystko zależało od dobrej woli biurokratów, a znacznie częściej od jej braku. Ograniczę się do naszego rowerowego mikoroświata.
Pojedyncze gesty takie jak udostępnienie skrzyżowania Piotrkowskiej z Piłsudskiego dla rowerzystów i montaż stojaków na rowery wynikały tylko i wyłącznie z łaski obecnie urzędującego Dyrektora Zarządu Dróg i Transportu oraz jego przybocznego, do czego ten drugi z rozbrajającą szczerością sam się przyznał. I na odwrót, jeżeli biurokraci czegoś nie zamierzają zmieniać, to cały swój wysiłek intelektualny włożą w to by się wykręcić sianem. Ostatni przypadek: Wojtek Makowski, łódzki rzecznik niezmotoryzowanych, wysłał do ZDiT-u zapytanie o zasadność montowania na przejazdach rowerowych sygnalizacji wzbudzanej przyciskiem. Otóż, załącznik nr 3 do „Rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach” (ufff!) w punkcie 3.1. przewiduje odnośnie wykrywania grup uczestników ruchu przez detektory, iż…
„Sygnał wytwarzany jest automatycznie w przypadku pojazdów, a w sposób wymuszony bądź automatyczny w przypadku pieszych”.
Każdy rozsądny człowiek widzi, że intencją urzędników (tym razem ministerialnych) było uchronienie użytkowników pojazdów przed koniecznością wymuszania sygnału (np. poprzez naciskanie lub li tylko dotykanie detektorów). Na zwróconą w tej sprawie uwagę dyrektor ZDiTu odparł na gorąco, iż pracownicy jego instytucji przyjrzą się rozporządzeniu. I się przyjrzeli! W odpowiedzi na pismo Wojtka zestawiono fragmenty rozporządzenia z definicją „przycisku” zaczerpniętą ze „Słownika języka polskiego” („Przycisk – ruchoma część urządzenia, której wciśnięcie powoduje jego włączenie, wyłączenie lub przełączenie na inny tryb pracy”), i stosowane obecnie urządzenia zaklasyfikowano nie jako „przyciski”, ale „automatyczne detektory zbliżeniowe, które nie posiadają ruchomych części powodujących zmianę trybu pracy”, a jako takie są zgodne z obowiązującymi przepisami.
Tylko co to ma wspólnego z wymuszaniem, bądź nie, sygnału w detektorach? Znów trzeba będzie się odwoływać do zewnętrznych instytucji (Ministerstwo Infrastruktury), znów może ucierpieć wizerunek urzędu z Łodzią w nazwie. Tyle że co to szkodzi urzędnikom? Oni robią swoje i są naprawdę w tym dobrzy. A nam pozostaje nie dać się zbyć, zniechęcić i dopiąć swego!